Rzemieślnicy od św. Eligiusza, patrona zegarmistrzów

Powrót na stronę główną

Po kwarcowej rewolucji, która wywołała krach w przemyśle zegarkowym, powoli wraca moda na
zegarki mechaniczne. To przede wszystkim zasługa miłośników zegarków z duszą, którzy nie tylko
sami je naprawiają, ale także produkują! A zegarek, którego nie opłaca się naprawiać, może zostać
użyty do… wyrobu biżuterii.

Upowszechnienie w latach 70. XX wieku mechanizmów kwarcowych zasilanych baterią sprawiło, że
rynek zalały tanie zegarki i tradycyjny przemysł zegarkowy, a wraz z nim klasyczne zegarmistrzostwo,
zaczął upadać. Dziś w Polsce brakuje zegarmistrzów, choć rośnie zapotrzebowanie na ich usługi. Są
jednak pasjonaci, którzy sami uczą się zegarmistrzostwa.

Zegarmistrzowska precyzja


– Od zawsze interesowały mnie zegarki mechaniczne oraz ich historia. W szkole podstawowej
wymieniałem się nimi z kolegami. Potem kupowałem na giełdzie staroci za kilkadziesiąt złotych, ale
z reguły drugie tyle musiałem zapłacić za naprawę. Dlatego pewnego dnia postanowiłem sam
uruchomić stary czasomierz. Początkowo mi to nie wychodziło, ale systematyczne zgłębianie wiedzy
z książek oraz życzliwe rady doświadczonych zegarmistrzów sprawiły, że w końcu naprawiane przeze
mnie zegarki zaczęły ożywać – wspomina Marcin Gadacz, zegarmistrz – amator ze Starych Bogaczowic.
Dziś wzbogaca swoją kolekcję o nowe okazy, ratując stare zegarki przed złomowaniem. Podobnie
postępują inni miłośnicy mechanicznych czasomierzy, którzy zrzeszają się w nieformalne grupy za
pośrednictwem internetu. Czy zegarmistrzostwo znów może być źródłem stałego dochodu? – Może,
ale musi być spełnionych wiele warunków. Przede wszystkim trzeba w Polsce odbudować system
szkolenia, by można było wychować nowe pokolenia zegarmistrzów. Na szczęście powoli się to zmienia
i wielu ludzi angażuje się w ratowanie tego pasjonującego zawodu. A ja mam nadzieję, że kiedyś będę
mógł zdobyć uprawnienia czeladnika, aby uwieńczyć moje zainteresowanie sztuką zegarmistrzowską
odpowiednim dyplomem – podkreśla Gadacz.

Od pomysłu do przemysłu


– Pomysł na produkcję zegarków pod własną marką był wynikiem wieloletniej pasji. Oczywiście, na
początku łatwo nie było, ale z racji tego, że w 2012 r. moja inicjatywa projektowania w Polsce zegarków
od podstaw była jedną z pierwszych w kraju, wielu ludzi zupełnie bezinteresownie mi pomagało
i kibicowało – wspomina początki działalności Marcin Karolewski, właściciel firmy produkującej zegarki
Vratislavia Conceptum. – Szczególne zasługi mają tutaj członkowie Klubu Miłośników Zegarów
i Zegarków. To z nimi konsultowałem swoje pomysły i to oni mieli duży wpływ na kształt pierwszych
projektów. Każdy zegarek Vratislavia Conceptum jest od podstaw projektowany w Polsce. – Wyjątkiem
są mechanizmy, ponieważ wykorzystujemy sprawdzone japońskie werki, które cechują się bardzo
dobrym stosunkiem ceny do jakości – opowiada Karolewski. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, ale na
jeden model zegarka składają się części od 8 dostawców. Budowa zegarków jest bardzo podobna do
budowy współczesnych samochodów, ale nie tylko, bo dzisiaj mało która rzecz jest budowana od zera
do końcowego produktu pod jednym dachem. Komponenty pochodzą od wyspecjalizowanych
dostawców, którzy są rozsiani po całym świecie. – Zegarki składamy i poddajemy kontroli jakości we
Wrocławiu. Wszystkie nasze projekty są limitowane: od 50 do 300 sztuk, co powoduje, że klient, który
kupi nasz zegarek ma pewność, że jest to coś unikalnego i wyjątkowego – mówi Karolewski. Wiele
z wyprzedanych modeli Vratislavii Conceptum zyskuje na wartości i są poszukiwane na rynku wtórnym.
Firma nie posiada salonów sprzedaży, na większość projektów trzeba się zapisać jeszcze przed ich
produkcją i cierpliwie oczekiwać na swój egzemplarz. – Na nasz najnowszy zegarek automatyczny
„1918-2018”, zaprojektowany z okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, w pierwszy
wieczór zapisało się 30 osób, a zegarków będzie tylko 200 – podkreśla z dumą Marcin Karolewski.

Artystyczny upcycling


Upcycling to przetwarzanie odpadów, w wyniku którego powstają produkty o wartości wyższej niż
przetwarzane. – Praca z wykorzystaniem odpadów, np. elementów zegarków, których nie warto
naprawiać, daje niesamowite możliwości i mam nadzieję na rozwój tego rodzaju biżuterii – mówi Estera
Grabarczyk z Wałbrzycha, pasjonatka upcyclingu. – Biżuterię tworzę od zawsze i wykorzystuję wszelkie
techniki oraz materiały. Kocham nadawać przedmiotom drugie życie. Bliska jest mi metaloplastyka,
dlatego zawsze wracam do tej techniki. Nie boję się mieszać materiałów: zbieram kawałki skóry,
wszelkiego rodzaju metalowe elementy, klucze i części od zegarków, które są wykorzystywane
w biżuterii, odzieży, a nawet w obrazach – opowiada Grabarczyk. Przykładem jest wisior – srebrna
łyżeczka od herbaty, znaleziona i kupiona na pchlim targu oraz elementy zegarkowe, zalane żywicą.
Projekt ten powstał do kolekcji odzieży lnianej „Słowiański jedwab gothic&rock”.
Stare zegarki i zegary często mają dla nas wartość większą niż finansowa, bo sentymentalną. Przywrócić
im życie potrafi tylko fachowa rzemieślnicza ręka zegarmistrza. Warto przypomnieć, że Wisława
Szymborska, zapytana co by było z nami, gdyby nie było czasu, odpowiedziała: „Z pewnością nie byłoby
zegarmistrzów, a to takie szlachetne zajęcie”.

Robert Radczak

Iwona Krawczyk, Wicemarszałek Województwa, inicjatorka programu wsparcia rzemiosła na Dolnym
Śląsku:

Zegarmistrz to rzemieślnik, który musi dysponować rozległą wiedzą z wielu dziedzin: mechaniki,
metalurgii, ślusarstwa, stolarstwa, elektroniki czy nowych materiałów. Musi również posiadać
umiejętności manualne, cierpliwość i skupienie. Cieszy nas, że to rzemiosło odradza się na Dolnym
Śląsku zarówno w tradycyjnej, jak i zupełnie nowej formie.

Do pobrania:

Rzemieślnicy od św. Eligiusza, patrona zegarmistrzów Marcin Gadacz.jpg Vratislavia Conceptum zegarek.jpg Zegarkowy wisiorek.jpg